Sesje lutowe 2010

Podsumowanie

W lutym 2010 r. odbyło się piętnaście sesji Szkoły Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła: jedenaście na Ukrainie (Lwów – dwie, Iwano-Frankowsk – dwie, Kijów, Tarnopol, Krasiłów, Kamieniec Podolski, Mukaczewo, Berdyczów, Tiaczew), dwie w Polsce (Poznań, Wrocław), jedna w Rosji (Moskwa) i jedna na Białorusi (Baranowicze). Najliczniejszą jest bez wątpienia filia we Lwowie, która na pierwszej sesji w lutym zgromadziła prawie 300 osób i tyleż samo na drugiej.
Oto świadectwo dwóch Polek, które zdecydowały się przeżyć swoją sesję zimową Szkoły właśnie we Lwowie.

„Na sesje zimową pojechałam z koleżanką na Ukrainę do Lwowa. Na początku wydawało mi się to niemożliwe i bardzo się bałam, bo miałyśmy jechać tam same i właściwie to nie wiedziałyśmy, gdzie będziemy spać, bo na wyjazd zdecydowałyśmy się parę dni wcześniej. Już jak weszłam do autobusu rozpłakałam się ze strachu, tocząc cały czas walkę i zadając sobie pytania: Po co to w ogóle robię? Przecież to nie ma sensu itp. Jednak dziś już wiem, że miało sens. Potem przyszła mi taka myśl do głowy, że chyba powinnam iść do spowiedzi, bo przecież jakbym ufała Panu Bogu to bym się tak nie bała i nie polegała tylko na swoich siłach. Odsunęłam jednak tę myśl, bo byłam zaaferowana całym wyjazdem. Tak się wszystko dobrze „poskładało”, że do Lwowa dojechałyśmy bez najmniejszego problemu i tak też trafiłyśmy na Szkołę. Uczestników było prawie 300 i wszyscy ukraińskojęzyczni, ale jakoś się dogadywaliśmy. Potem też się okazało, że jest nocleg dla nas. Na pierwszej medytacji Bóg przypomniał mi tą myśl z autobusu i pokazał, że to jest mój największy grzech, z którego wynikają wszystkie inne, ale znów to zostawiłam i poszłam spać, bo byłam padnięta po podróży. Na szczęście Bóg nigdy nie śpi! I znów po poobiednim spacerze upomniał się wręcz namacalnie stawiając na mojej drodze polskiego księdza i poszłam do spowiedzi. I cieszę się bardzo, bo w końcu do mnie dotarło, że to właściwie tylko o to chodzi żeby ufać Bogu, i że tak naprawdę to ja Mu nie ufam tylko raczej pobożnie handluję się z Nim na modlitwie. A to zupełnie nie w tą stronę. Dowiedziałam się też, że Bóg chce żebym przyjęła go sercem, a nie tylko umysłem. Tak miałam, że próbowałam wszystko sobie w głowie poukładać, zrozumieć i nauczyć się, ale tego się nie da zrobić, bo Bóg jest ponad tym wszystkim. Cały ten wyjazd był dla mnie istotną lekcją o zaufaniu. I jak już wracałyśmy okazało się, że spóźniłyśmy się na pociąg w Przemyślu, a następny był za 6 godz. i co mi zostało? Tylko powiedzieć: Jezu ufam tobie. Niby bez sensu, bo czekało nas marznięcie na dworcu, ale nie, to była kolejna próba zaufania. Okazało się bowiem, że na dworcu PKS jest autobus do Krakowa! Przez cały ten czas Bóg troszczył się o nas w każdej dziedzinie, nawet jeśli chodzi o taką barierę jak język, zrozumiałam wszystko co miałam zrozumieć i czego miałam się dowiedzieć. Na grupce dzielenia dostałam jeszcze słowo z Pisma Świętego, ale nie umiałam go przeczytać. Po powrocie sprawdziłam je w domu w swojej Biblii i było kwintesencją całego wyjazdu: „Oto ja jestem Pan, Bóg wszelkiego ciała; czy jest może dla Mnie coś niemożliwego?” ( Jr 32, 27) Chwała Panu!. Weronika”

„Dla mnie czas sesji tej Szkoły na pewno był zaskoczeniem. Plan miałam taki: - spacer po mieście, - „legendarna kawa” w ulubionej kawiarni, - no i wzięcie udziału w zajęciach Szkoły, ale bez specjalnych oczekiwań. A tu się okazało, że czas ten był czasem przejścia Pana, tak delikatnym, że prawie niezauważalnym. Bo niby się nic nie wydarzyło, a w sercu pojawił się pokój, miłość i odwaga do przyjmowania prawdy. Także doświadczenie wspólnoty (zwłaszcza w czasie grupki dzielenia) było też znakiem działania Ducha, bo przecież bariera językowa i kulturowa powinna utrudniać jak nie uniemożliwiać odnalezienie się i nawiązanie wspólnoty, a tu było wręcz zupełnie przeciwnie. Dziękuję Panu za ten czas. Grażyna”

Krystyna Nyga

Szczecin 2012
Webmaster: Tadeusz Pietrzak, e-mail: t.pietrzak@wp.pl, www.tp.szczecin.pl.